


Tym razem już od rana czuć, że jesteśmy w Bergell, może nie jest tu tak strzeliście jak po Szwajcarskiej stronie, ale jest ładnie. Cel na dziś to Passo del Forno – z tej przełęczy powinny być jeszcze ładniejsze widoki.

Wczoraj deczko siadła pogoda, więc trzeba było pożegnać Szwajcarię i przez Berninapass przejechać na teoretycznie słoneczną stronę Alp. W praktyce następnego dnia mamy całkiem dużo słońca, ale też od południa niską podstawę chmur.

Dziś po turze wracamy, więc ta nie powinna być zbyt długa. Parkujemy pod wyciągiem w dolinie Rojen czyli Rojental. Zaczynamy dreptać bez planu na co chcemy wejść. Szczyty mają podobne trudności i przewyższenia – zdecydujemy w trakcie.

Dwa sezony temu z Markiem próbowaliśmy wejść na ten szczyt, tyle że od południa. Polegliśmy z powodu niesprzyjających warunków. W tym roku pogoda była podobnie dobra ale pod nartą już nic nie pękało. No i wyszła z tego tura sezonu 🙂

Przyjechaliśmy tu licząc, że uda się wejść na coś ciekawego i będą z tego fajne zjazdy. Pogoda zakpiła z nas już wczoraj potwierdzając, że jej prognozy mogą być obarczone naprawdę dużym błędem. Mimo to próbujemy.

Coś prostego i niedużego w dolinie w której mnie jeszcze nie było? Coś w sam raz po długiej trasie i krótkim spaniu na miejscu? Glockhauser wydaje się być takim celem.

Czasami dreptanie wychodzi dość przypadkowo, dokładnie tak jak dziś. Przypadkowo bo zamiast po drodze na Brenner skręcić do Gshnitztal (jak pierwotnie planowaliśmy) trafiamy do Oberberngtal : )

Po 8:oo jesteśmy w aucie i toczymy się do St. Jakob / San Giacomo a nawet nieco dalej bo do końca drogi przy ostatnich zabudowaniach. Tam zaliczamy lekki zapych bo okazuje się, że zaparkować trzeba nieco niżej.

Wieczorne wertowanie przewodników zaowocowało, tym, że dziś jedziemy do sąsiedniej doliny – Ridnauntal / Val Ridanna a celujemy w Ratschinger Weissen / La Bianca (2822 m).