Wielka Sowa
Jednodniówka na na dwóch kołach zamiast czterodniówki na wodzie. Tę ostatnią jeszcze na etapie ostatnich przygotowań rozłożyła pogoda 🙁 Niemniej to był naprawdę fajny dzionek w ładnej i nowej dla nas okolicy. Do powrotu 🙂

Jednodniówka na na dwóch kołach zamiast czterodniówki na wodzie. Tę ostatnią jeszcze na etapie ostatnich przygotowań rozłożyła pogoda 🙁 Niemniej to był naprawdę fajny dzionek w ładnej i nowej dla nas okolicy. Do powrotu 🙂

Najpierw był obrazek kupiony na flomarku. Później było śledztwo gdzie to mogło być namalowane. Jeszcze później przez przypadek w jakimś albumie trafiłem na jakby znajome zdjęcie 😉 A ostatnio była okazja by być tam osobiście 😉

Przedostatni dzień wyjazdu ale ostatnia okazja by się gdzieś garnąć na dwóch kołach. Myszka ma do posiedzenia nad lapkiem, więc znów ruszam sam.

Jak na połowę listopada to turystów tam w … dużo powiedzmy jest. Ale nie o tym. Zatrzymując się na kampingu na obrzeżach miasta masz do wyboru kilka opcji by pozwiedzać miasto.

Passo della Calla to jedna z niezliczonych przełęczy w Apeninach. Dla nas po prostu okazja by w drodze do Florencji znów przewietrzyć rower. Plan był taki by dać sobie w kość całkiem uczciwym podjazdem po asfalcie.

Pierwszy przystanek na jesiennym tripie do Włoch – delta Po. A dokładniej jej południowa część – mam wrażenie że mniej atrakcyjna wizualnie od północnej. Ale to trzeba będzie jeszcze kiedyś sprawdzić 🙂