[AT] Aluhol
Drugi dzień tego intensywnego weekendu to Aluhol. Tym razem bez “przygód” na podejściu. Fajny i na ostatnim wyciągu niebanalny kawałek wspinania. Jak najbardziej do polecenia.

Drugi dzień tego intensywnego weekendu to Aluhol. Tym razem bez “przygód” na podejściu. Fajny i na ostatnim wyciągu niebanalny kawałek wspinania. Jak najbardziej do polecenia.

Powrót po latach 🙂 I do doliny i do dziabek. Po przedpołudniowych “przygodach” związanych z podejściem pod Superfeucht (lokalnemu posterunkowi policji dziękujemy za wyrozumiałość) ostatecznie wbijamy się w Mittlerer Maralmfall.

Plan na ostatni dzień naszego pobytu w Gauertal to Geißspitze. Ale od łatwiejszej strony czyli tej przeciwnej do schroniska. Wychodzimy ze schroniska bladym świtem czyli o 7:oo.

Ładny dzień w ładnej okolicy to i tura powinna być ładna. Prawda? My na dzisiejszy cel wybieramy przynajmniej dojście do Carschinahütte przez Drusator. A jeżeli tempo pozwoli to może nawet uda się odwiedzić nieodległy Schafberg.

Po nocy w aucie nie można od siebie za dużo wymagać. Po nocy spędzonej w ciepłym schronisku już można. Najciekawsza tura w okolicy to chyba Kreuzjoch Runde i to na nią dziś wyruszamy.

Ta zima jest szczególna jeżeli idzie o opady śniegu i to co one za sobą niosą. Kilka dni naprawdę mocnego riserczu pogodowo-warunkowego przynosi refleksję, że jeżeli mamy pojechać gdzieś na ten weekend o optymalny będzie Ratikon.

Meteo na dziś znów rokuje a widoki z pokoju w schronisku zdają się je potwierdzać. Celujemy w Tiroler Scharte jako część większej tury. Jeszcze nie wiemy, że w jej końcówce dostaniemy w kość 😉

Prognozy są dołujące. Poranek tylko je potwierdza. W planach był lokalny klasyk czyli Hintere Jamspitze i ostatecznie tam idziemy. Ale jak patrzę na chmury przykrywające szczyt to nie umiem w sobie wykrzesać jakiegoś optymizmu.

Kalkulacja była taka: dziś ma siąść pogoda, więc może lepiej nie iść na najpopularniejszą turę w dolinie czyli Hinterer Jamspitz (3156 m), by nie stracić widoków ale wybrać się na coś z czego ew. ich brak będzie mniej boleć.

Wracam do tej doliny po kilku latach, tym razem z Mariuszem i zamiarem dłuższego w niej podziałania. O tym, że podejście mimo relatywnie niewielkiej różnicy wysokości jest jednak męczące to już wiedziałem.