[IT] Florencja
Jak na połowę listopada to turystów tam w … dużo powiedzmy jest. Ale nie o tym. Zatrzymując się na kampingu na obrzeżach miasta masz do wyboru kilka opcji by pozwiedzać miasto.

Jak na połowę listopada to turystów tam w … dużo powiedzmy jest. Ale nie o tym. Zatrzymując się na kampingu na obrzeżach miasta masz do wyboru kilka opcji by pozwiedzać miasto.

Passo della Calla to jedna z niezliczonych przełęczy w Apeninach. Dla nas po prostu okazja by w drodze do Florencji znów przewietrzyć rower. Plan był taki by dać sobie w kość całkiem uczciwym podjazdem po asfalcie.

Pierwszy przystanek na jesiennym tripie do Włoch – delta Po. A dokładniej jej południowa część – mam wrażenie że mniej atrakcyjna wizualnie od północnej. Ale to trzeba będzie jeszcze kiedyś sprawdzić 🙂

Znów było intensywnie, znów było ciekawie. Gdyby jeszcze nie doszło do tego “zmęczenie materiału” :\


Isteren to dla nas powrót w rejon gdzie miała miejsce nasza największa jak do tej pory przygoda w kanadyjce czyli okolicę Jeziora Femund. To jezioro jest dużo mniejsze, choć niech Cię nie zmyli to, że ma ono “tylko” niecałe 17km w linii prostej.

Dwa dni temu zakończyliśmy część dreptaną wyjazdu, teraz czas na to by inne partie mięśni trochę się ruszały 😉 Na Atnę w dużym kanu miałem ochotę już od jakiegoś czasu, w końcu się udało.

Dziś ponownie uskuteczniamy styl “Bike & Hike” a pretekstem jest oczywiście długa szutrowa droga pod start dzisiejszego zasadniczego dreptania. Do upału i duchoty na podjeździe dołączają końskie muchy.

Dwa lata temu z powodu pogody się nie udało, nawet nie “odpaliliśmy wrotek”. Lało niemożebnie. Dzisiejszy poranek jest bezchmurny, duszny i gorący. Też niedobrze, bo dzień zapowiada się po prostu morderczo upalnie 🙁

Rowerowy przerywnik w drodze na Istrię 🙂 Zupełny spontan wypatrzony na mapie w czasie postoju. Pogoda nie rokowała najlepiej ale kto nie ryzykuje ten ponoć szampana nie pije 😉 Ruszam sam licząc, że zdążę przed opadem.