[IT] Monte Campedelle (2362m) 📷

To jedna z tych tur na których plan A albo idzie … na spacer albo traci na atrakcyjności. W tym przypadku poszło o to drugie, ale nie będę uprzedzał faktów 😉

Trochę niepotrzebnie startujemy z parkingu przed Col Sant’Angelo (1756m). Niepotrzebnie bo okazuje się, że na parking obok Lago d’Antorno można wjechać i nawet w gratisie zaparkować 🙂

Jeszcze nie wiemy, że na widoczną po prawej przełęcz wrócimy tu za dwa dni 🙂

Widoki znad Lago d’Antorno, i tylko ryczące skutery psują ten sielankowy widok.

Betony w lesie.

Strumyczek, trzeba się wypiąć.

Przez jakiś czas pojawiają się na krótko dobre widoki na dolinę Rinbianco. Co więcej: widać dwójkę na fokach. Od razu zapala mi się lampka: sprawdzić co się tam robi?

Nieco dłuższy fragment podejścia z buta. W końcu wiosnę mamy …

Trochę trawersów, to jest spoko. Dalej i wyżej będą niefajne betony w naprawdę stromym terenie.

Cima Ovest i Cima Grande od zaplecza, widok nie powala. Ot zwykły kawałek góry jakich tu na pęczki.

A to był zarąbisty popas. Wprosiły się na niego krukowate wieszczki. Są wścibskie, hałaśliwe i chyba nienasycone. Rzucane im kawałeczki omleta łapią w locie fotogenicznie rywalizując o to które z nich coś tam przechwyci. Te co odważniejsze są stanie zabrać z bardzo wyciągniętej ręki to co im tam podtykam. Bardzo fotogeniczna scena się z tego robi co wykorzystujemy by zrobić sobie na zmianę kilka zdjęć : )

Myszka z widokiem na Cimon di Croda Liscia (2569m). Gdzieś tu zmieniamy plany i zamiast na Forcella Lavaredo odbijamy na Monte Campedelle.

Znów Cimy od tyła ale z nieco innej perspektywy, nadal bez szału 🙂

Widok ze szczytu na Cimon di Croda Liscia i okoliczne szczyty naprawdę robi wrażenie. Po prostu pięknie tu jest 🙂

Croda Antonio Berti? Ze szczytu wracamy dla odmiany drogą. W jej dolnej części czuć już że o ostatnie chwile śniegu. Nam się udało przejechać bez odpinania nart, ale przy tych temperaturach to dosłownie kwestia dwóch trzech dni by koło Malga Rinbianco się to zmieniło.