[NO] Knutshøe 📷
Knutshøe załapał się na kilka zdjęć już na naszym poprzednim wyjeździe. A że ta okolica znów wypadła na punkt noclegowy w trasie na północ to aż się prosiło by sprawdzić widoki z jego grani.

Knutshøe załapał się na kilka zdjęć już na naszym poprzednim wyjeździe. A że ta okolica znów wypadła na punkt noclegowy w trasie na północ to aż się prosiło by sprawdzić widoki z jego grani.


Jest sobie Soto. To tak firma. Japońska. Specjalizująca się w kuchenkach outdoorowych. I to takich bardziej “szprytnych” przez co tu i ówdzie nagradzanych – na przykład na ISPO. W 2o2o na taką nagrodę załapał się ich kolejny palnik: Fusion Trek.

Chyba nikt nie lubi wracać do domu nad ranem, w każdym razie my nie lubimy i na krótką turę “na zakończenie” wybieramy sobie Rührkübel. Meteo sugeruje na dziś przejaśnienia, więc humory mamy w niezłej formie.

Sypie dalej więc się nie wygłupiamy. Celujemy nisko bo w Hagener Hütte. Jednak w warunkach jak powyżej odpuszczamy jakieś 4oom w linii prostej od schroniska. Dla tych widoków po prostu nie warto się tam pchać … Za to zjazd był całkiem – całkiem : )

Ten Ankogel to deczko na wyrost. Tura od strony Böckstein to jakieś 2ooom przewyższenia, więc na pewno nie jest to coś na pierwszy dzień wyjazdu. Ani tym bardziej na pierwszy dzień z opadem, który lokalnie robi lawinową 3-kę.

Zaciągnięte poranne niebo nie zapowiadało, że ten dzień będziemy wspominać tak pozytywnie. Robione dzień oo dniu podejście do Schweinfurter Hütte zaskakująco – przynajmniej dla mnie – nie ciągnie się.

Horlachtal otwiera się bardzo powoli – z Niederthai trzeba dreptać dobrą godzinę by cokolwiek zaczęło się wyłaniać z lasu. Natomiast jak już zaczyna być coś widać to …. jest na co patrzeć : )


Suldenspitze miała być łupem ostatniego dnia tej objazdówki. Miała i prawie była. Znaczy była dla Marka, dla mnie zakończyła się na przełączce przed szczytem. Na starcie wspomagamy się kabiną do jej górnej stacji. później już normalnie – z foki znaczy.