[IT] Ahrner Kopf / Cima del Vento (3051m) 📷
Kolejna tura “po sąsiedzku” w stosunku do ubiegłorocznych wojaży. Tym razem z Maćkiem jesteśmy o dolinkę na wschód w stosunku do Rotfleck Scharte na którą próbowaliśmy ubiegłej zimy wejść z Michałem.

Kolejna tura “po sąsiedzku” w stosunku do ubiegłorocznych wojaży. Tym razem z Maćkiem jesteśmy o dolinkę na wschód w stosunku do Rotfleck Scharte na którą próbowaliśmy ubiegłej zimy wejść z Michałem.

W tej części Ahrntal również jeszcze mnie nie było i trzeba było coś z tym faktem zrobić : ) Plany były ambitne bo obejmowały jeżeli nie sam Vordere Hornspitze to przynajmniej okolicę podszczytową. Przyszło je zmienić. DWUKROTNIE 🙂

Na pierwszą dolinkę do spenetrowania wybieram Pfunderertal. To po sąsiedzku w stosunku do jednego z treków z ubiegłego roku. Pierwsze wrażenie – jak się już dojeżdża do końca doliny – jest takie: o kuźwa, to może być wtopa.

Ostatki wyjazdu – ostatnia tura. Tym razem w masywie Treskavicy. Ponoć jest chatka w której można przenocować i to w zasadzie wszystko co wiemy o rejonie. W sumie wystarczy bo to co widzieliśmy po sąsiedzku było wystarczająco zachęcające.

Turę na Obalj zaczynamy w Umoliani. Tym razem nasz skład się powiększył i będzie na 5ka – znaczy czterech turowych i pies 🙂 Pies przy-kolegował się do nas na parkingu i raczej nie wyglądał na zabiedzonego. A towarzystwo lokalsa znającego teren jest zawsze bezcenne 😉

Džamija miała być taką wisienką na torcie tego wyjazdu. Szczyt może i 2ooom nie przekracza ale jest dość konkretny, dotarcie pod niego z racji dystansu czy terenu też nie jest banalne.

Bjelašnica to jedna z wyższych propozycji w okolicy (tak to urywające **** 2067m 😀 ). Szczyt ma jednak kilka zalet, ale o tym za chwilę. Naszemu pakowaniu się pod kwaterą z ciekawością przyglądają się wioskowe pieski.

Propozycja Włodka na drugi dzień pobytu to Veliko Brdo. Okolicę znał z poprzedniego tu pobytu więc optymalna logistyka była zagwarantowana : ) To co jest miłe w tej turze to to, że zaczyna się ona dosłownie spod kwatery : )

Bośnia to może nie jest jakaś mocna egotyka, ale kierunek jest zdecydowanie nie-oczywisty a klimaty na miejscu to nie jest do do czego przyzwyczajają wypady w Alpy 😛 Smak był od dawna. Okazję do wyjazdu sprowokował Robert (dzięki!)
