[CH] Rothorafurgga (2883m)

Dzień powrotu, w prognozie przejaśnienia bodaj tylko, no trudno. Nawet jeżeli to i tak trzy dni pogody na cztery wyjazdu to dobra średnia 🙂 Pierwszy cel na dziś to Rothorafurgga (2883m), później dynamicznie.

W nocy trochę dosypało, ile to na oko ciężko ocenić – zależy gdzie się spojrzy, bo wiatr zrobił swoje. Teraz nadal lekko wieje i jest dość zimno ale spektakl jest piękny.

Rzut oka za siebie – mimo “psiarni” na poddaszu wspomnienia będą ciepłe 🙂

Micha się cieszy na takie widoki 😀

Z jeziorka Rothorafurgga jeszcze nie jest widoczna.

Ciąg dalszy porannego spektaklu z “domem w dolinie mgieł”.

Bajka 🙂 Chüealphorn (3078m) po lewej i Augstenhüreli (3027m) w centrum, najbardziej z prawej Leidhorn (2934m).

Widokowo niezmiennie jeden z piękniejszych poranków w historii mojego turowania 🙂

Dom w dolinie mgieł – ciąg dalszy.

W końcu ją widać. Po takiej mroźnej nocny dopiero wychodzi z cienia. Będą “betony” :\

Miaaaaaaaaaaaaał 🙂

Przełęcz mimo wszystko zaskakuje brakiem widoczności na drugą stronę. Przynajmniej ja spodziewałem się niższej podstawy chmur. Zaskakuje też sytuacja ze śniegiem: o ile z tamtej strony na krótkim odcinku przydały by się nawet harszle (Marian – dziękuję z ślad w tym kartoflisku) to teraz śniegu mamy do połowy łydki. Przed nami teraz najpierw czujny trawers …

… a po nim najlepszy śnieg na wyjeździe 🙂 Ale wężyki były bardzo czujne.

Flüela Schwarzhorn – prawie go nie widać. A trzeba coś zdecydować …

Flüela Schwarzhorn – już coś widać. I widać też, że nowego jest dużo. Jak dla mnie i poziom ryzyka jaki tu teraz widzę – za dużo 🙁

Fuorcla Radönt z jeszcze innej perspektywy. Ostatecznie Marian odwiedza ją ponownie a czekam na niego niżej. Powrót do auta to formalność, może tylko podejście na Flüelapass mimo, że prawie płaskie da nieco w kość, bo zrobi się naprawdę gorąco.

Acha, auto stało, za szybą nie było mandatu a na kole blokady 🙂