Outdoor po 3-ciej dawce. [AT] Kraspesspitz 📷
Zaciągnięte poranne niebo nie zapowiadało, że ten dzień będziemy wspominać tak pozytywnie. Robione dzień oo dniu podejście do Schweinfurter Hütte zaskakująco – przynajmniej dla mnie – nie ciągnie się.

Zaciągnięte poranne niebo nie zapowiadało, że ten dzień będziemy wspominać tak pozytywnie. Robione dzień oo dniu podejście do Schweinfurter Hütte zaskakująco – przynajmniej dla mnie – nie ciągnie się.

Horlachtal otwiera się bardzo powoli – z Niederthai trzeba dreptać dobrą godzinę by cokolwiek zaczęło się wyłaniać z lasu. Natomiast jak już zaczyna być coś widać to …. jest na co patrzeć : )

Tura na Plattenspitze to … sam nie wiem jak to opisać. Bo uczucia mam po niej bardzo mieszane. Z jednej strony fajny teren podejścia jako taki i pogoda – kolejny dzień “bluebird’a”. Z drugiej jedna z najmniej urodziwych gór na jakich byłem na turach.

Jak to u Marka to nie wiem, ale dla mnie Köllkuppe to tura wyjazdu. Widoki początkowo tylko na Monte Cevedale (wyżej też na Gran Zebrù , Monte Zebrù i Ortler) to sam mjut dla oczu. Podejście też uczciwe, bo kończąc na przełączce poniżej szczytu jest to 13oom.

Po raz pierwszy inauguracja sezonu skiturowego wypada … nie w PL : ) Dziwnie, ale bywa. W planach była mała objazdówka po dolnym Vinschgau / Val Venosta (to Południowy Tyrol więc większość nazw jest podwójna) i zaczęliśmy ją od Ultental / Val d’Ultimo.

Każde zdjęcie w druku cieszy. Cieszy tym bardziej gdy jest debiutem na łamach jakiegoś czasopisma. Tym razem jest jednak łyżka dziegciu – mam jedno z mniejszych zdjęć w tym numerze. Znaczy chwalić się tym jak to wygląda w środku nie będę : P

Rejon tej przełęczy będę wspominać z dużym sentymentem. Przede wszystkim dlatego, że to był nasz z Myszką debiut skiturowy w Szwajcarii. Logistyka jest dość prosta, a opcji na tury dużo, więc jak najbardziej do powrotu przy okazji innych wyjazdów. Do poczytania w aktualnych i naprawdę “sytych skiturowo” GÓRACH nr 282. Zapraszam : )

Taki kronikarski wpis. Trzy dni na jesiennej wodzie i zaskakująco _nie_ pusto na niej. Codziennie trafiały się raczej większe niż mniejsze grupy kajaków. No i nie do końca trafiona “złota jesień” – tak o za dwa tygodnie za wcześnie byliśmy : ) Byłbym zapomniał: było jeszcze doświadczenie dwugodzinnego pływania zwałek na czołówkach. Samo w sobie przygodowe niemniej bez “dodatkowych” przygód związanych z tą przygodą : D W sumie ciekawy temat do przemyśleń i w jakiś sposób “game changer” w naszym wiosłowaniu …


Mała (no może bardziej średniej wielkości) galeria z niedawnego Festiwalu w Lądku.