


Ten wpis powinien był się tu znaleźć jakiś miesiąc temu, ale nie znalazł bo po powrocie rozłożyło mnie zupełnie, gdy doszedłem do siebie trafił się kolejny wyjazd po którym znów mnie rozłożyło choróbsko : ( No bywa : )

Przyznam, że w najskrytszych marzeniach nie liczyłem, że dożyję sezonu w którym uda mi się zaliczyć zimą cztery wypady na dziobanie w Alpach. Dzięki Andrzejowi i Marcinowi coś takiego stało się realne a ten rekord będzie już trudno pobić : )

Kilka migawek z naszego przejścia klaska rejonu czyli “Klassischer Renkfall” : P Dla mnie była to najdłuższa lodowa linia nie tylko na wyjeździe ale i w życiu : ) Tym większym sentymentem będę wspominać ten rejon.

Tym razem z wyjazdem na dziobanie wypadło na Pinnistal. Warunki na miejscu faktyczne okazały się całkiem dobre. Znaczy były takie pierwszego dnia pobytu – ale nie będę uprzedzał faktów ; )

W sumie równo po miesiącu znów udaje się zorganizować wyjazd na dziobanie. Tym razem celujemy w Szwajcarię, choć dosłownie 24 godziny wcześniej miała to być jedna z dolin w Południowym Tyrolu.

W poszukiwaniu dobrych warunków do dziobania w lodzie wywiało nas (znaczy mnie i Jacka) w dolinę Sellrain. O ile w dolnej części doliny lody raczej wytopiło (a przynajmniej z drogi nie było nic widać) to o tyle w górnej było już całkiem nieźle.

Letniego wypadu w Alpy część druga, tym razem Isel. Odcinek od Kaiserbach do Kosaken Friedhof był przygodowy dla większości z nas, były kabiny, były poszukiwania i przede wszystkim było niemożebnie fajne bujanie na pierwszym kilometrze togo odcinka.

Pora na krótkie wideo. Na pierwszy ogień (a raczej wodę ; ) ) idzie Drau i odcinek Galitzenklamm – Kosaken Friedhof.

Wygląda na to, że z kolejnego tej zimy wyjazdu na dziobanie nici, więc trochę wspominkowo duży set z poprzedniego sezonu – czyli Rauris : )