Outdoor po 3-ciej dawce. [AT] Kraspesspitz 📷
Zaciągnięte poranne niebo nie zapowiadało, że ten dzień będziemy wspominać tak pozytywnie. Robione dzień oo dniu podejście do Schweinfurter Hütte zaskakująco – przynajmniej dla mnie – nie ciągnie się.

Zaciągnięte poranne niebo nie zapowiadało, że ten dzień będziemy wspominać tak pozytywnie. Robione dzień oo dniu podejście do Schweinfurter Hütte zaskakująco – przynajmniej dla mnie – nie ciągnie się.

Horlachtal otwiera się bardzo powoli – z Niederthai trzeba dreptać dobrą godzinę by cokolwiek zaczęło się wyłaniać z lasu. Natomiast jak już zaczyna być coś widać to …. jest na co patrzeć : )


Suldenspitze miała być łupem ostatniego dnia tej objazdówki. Miała i prawie była. Znaczy była dla Marka, dla mnie zakończyła się na przełączce przed szczytem. Na starcie wspomagamy się kabiną do jej górnej stacji. później już normalnie – z foki znaczy.

Tura na Plattenspitze to … sam nie wiem jak to opisać. Bo uczucia mam po niej bardzo mieszane. Z jednej strony fajny teren podejścia jako taki i pogoda – kolejny dzień “bluebird’a”. Z drugiej jedna z najmniej urodziwych gór na jakich byłem na turach.

Jak to u Marka to nie wiem, ale dla mnie Köllkuppe to tura wyjazdu. Widoki początkowo tylko na Monte Cevedale (wyżej też na Gran Zebrù , Monte Zebrù i Ortler) to sam mjut dla oczu. Podejście też uczciwe, bo kończąc na przełączce poniżej szczytu jest to 13oom.

Po raz pierwszy inauguracja sezonu skiturowego wypada … nie w PL : ) Dziwnie, ale bywa. W planach była mała objazdówka po dolnym Vinschgau / Val Venosta (to Południowy Tyrol więc większość nazw jest podwójna) i zaczęliśmy ją od Ultental / Val d’Ultimo.

Rejon tej przełęczy będę wspominać z dużym sentymentem. Przede wszystkim dlatego, że to był nasz z Myszką debiut skiturowy w Szwajcarii. Logistyka jest dość prosta, a opcji na tury dużo, więc jak najbardziej do powrotu przy okazji innych wyjazdów. Do poczytania w aktualnych i naprawdę “sytych skiturowo” GÓRACH nr 282. Zapraszam : )

Kolejny dzionek. Ekipa kurczy się do dwóch osób czyli mnie i Michała. Dziś celujemy w Przełęcz Kondracką. W sumie celujemy jest dobrym określeniem, bo przy widoczności na jaką trafiamy, można tylko celować. Na podejściu czuć kolejny dzień “plusów”.

Polskie Tatry chyba mnie nie lubią 🙂 W każdym razie na mój debiut turowy po tej stronie granicy przywitały mnie raczej po Karkonosku. Dopisała za to ekipa, dopisały też warunki – choć było dodatnio to jak na połowę kwietnia było zacnie 🙂 Niemniej zdjęć nie będzie.