Outdoor w czasach zarazy. [CH] Inn / Scuol 📹
Jedno z fajniejszych “pływań” i to nie tylko w tym sezonie. Odcinek naprawdę wart zamoczenia wiosła – dzieje się dużo i na wodzie i na horyzoncie. Nam się trafiło 17m3/s.

Jedno z fajniejszych “pływań” i to nie tylko w tym sezonie. Odcinek naprawdę wart zamoczenia wiosła – dzieje się dużo i na wodzie i na horyzoncie. Nam się trafiło 17m3/s.

Na zakończenie wyjazdu miał być Ammer, ale dzień wcześniej wybił go na z głowy poznany nad Isar Günter – swoją drogą też miłośnik kanujek, a konkretniej BigDog’a Force 🙂 Odradzał twierdząc, że wody za dużo tam nie znajdziemy.

Górny Isar “chodził” za mną od dawna. Problemem była logistyka i chętni na nią. W tym roku podobne plany miał Jacek więc logistyka się uprościła 😀 Kajaktour.de obiecuje trudności WW II-III, czyli powinno się “dziać”.

Odcinek, który płynęliśmy z Jackiem w większej części miałem okazję poznać z perspektywy siodełka rowerowego – bo rower za “wahadło” robił : ) Niby więc zaskoczeń nie powinno być, ale były.

Kössener Ache w Austrii, Tiroler Ache w Nieczech. Opierając się na opisie z Kajaktour.de można by się spodziewać, że na wodzie coś się będzie działo bo WW I+/II- niby do tego zobowiązuje.

To miał być szybki niedzielny wypad 🙂 Niestety poziom wody szybko weryfikuje tę “szybkość” 😀 130cm na wodowskazie w Kraskowie to zdecydowanie za mało na ty by przynajmniej kilkanaście raz nie wyjść z kanu by spławić je przez płycizny.

Tak naprawdę to Spálená i Látaná Dolina. Trafiamy na dwa dni burzowej pogody i jeden dzień lampy. W obu przypadkach niestety zniechęca to do sięgania po aparat : (

Drepcząc po Karkonoszach wydawało mi się, że wiem co to stonka w górach. Myliłem się : ) Okolice Szczyrku odwiedzone w wekeend i słoneczny dzień oświeciły nas w tej materii.

To, że będziemy ją wspominać głównie za sytuacje jak na powyższym zdjęciu to jedno. Ale poza tym będą to raczej miłe wspomnienia – Wierzyca zaskoczyła pozytywnie: woda dość czysta, brzegi urozmaicone, zwałki i owszem ale nie na tyle by było to denerwujące.

Pecha mamy do tych Bieszczad. Wyjazd, na który mieliśmy ochotę już od dłuższego czasu i który w końcu doszedł do skutku na majówce nie należał do najbardziej widokowych.