Pocztówka z nad Czarnej Hańczy :)
W zasadzie to z Wigier, bo rzeka zacznie się za kilkaset metrów. Na razie ucinamy sobie przerwę w wiosłowaniu pod silny wiatr i w oczekiwaniu na to by przeszedł kolejny widoczny z prawej szkwał.

W zasadzie to z Wigier, bo rzeka zacznie się za kilkaset metrów. Na razie ucinamy sobie przerwę w wiosłowaniu pod silny wiatr i w oczekiwaniu na to by przeszedł kolejny widoczny z prawej szkwał.

Sikory – wioska na północny wschód od Czaplinka – z położonego w pobliżu niej jeziora Komorzego zaczynamy nasz spływ Piławą. W ulubionym stylu: od źródła do ujścia (gdzieś tam).

Tę “sekcję I” to wymyśliłem sobie tak ot – zdjęcia pochodzą po prostu z pierwszego białego odcinka Bobru w Borowym Jarze (za wiaduktem kolejowym). Po raz pierwszy też była okazja przetestować niedawny nabytek już na konkretnym bystrzu.

Jedno zdjęcie – sprzed kilku dni – zamykające sezon zimowy 2011/12. Jak dobrze pójdzie, to dzięki zeszłorocznemu oraz temu wypadowi do tej doliny i przy współudziale moich skłonności do grafomaństwa jesienią urodzi się coś większego 🙂

Po przejechaniu 1o km od naszej dzisiejszej miejscówki noclegowej okazuje się, że po lewej stronie przed mostem jest parking z wiatą – można się spokojnie rozbić i pichcić w suchym otoczeniu.

Po raz kolejny mam przyjemność gościć na łamach GÓR, tym razem garść refleksji z wypadu do Rauristal. Całość w numerze grudniowym (211) GÓR i do jego lektury zapraszam.

Jezierzyca, to moja pierwsza spłynięta w tym roku rzeczka. Co więcej – na odcinku Kretowice – Orzeszków to pływanie może być pierwszym w jej historii 🙂

Miło mi donieść (i się przy tej okazji pochwalić ; ) ), że redakcji klubowego A/Zero wpadło w oko kilka moich zdjęć z zimowego obozu w Dolinie Kieżmarskiej.

Nasze drugie tegoroczne podejście do pochodzenia sobie po Tatrach od strony logistycznej zaczęło się fatalnie : | Data 15 VI jest w Słowackich Tatrach z pewnych powodów kluczowa (teoretycznie wiedziałem o niej, praktyczne jednak coś i się “pomerdało”.

Na ten wyjazd w Tatry czekałem od prawie trzech lat, tyle bowiem upłynęło od mojej z Magdą ostatniej w tych górach wizyty. W sumie nasze wyjazdy zimowe mają już dość długą, bo dziesięcioletnią tradycję oraz całkiem sporo szczęścia do dobrej (czytaj: słonecznej) pogody.