


Isteren to dla nas powrót w rejon gdzie miała miejsce nasza największa jak do tej pory przygoda w kanadyjce czyli okolicę Jeziora Femund. To jezioro jest dużo mniejsze, choć niech Cię nie zmyli to, że ma ono “tylko” niecałe 17km w linii prostej.

Dwa dni temu zakończyliśmy część dreptaną wyjazdu, teraz czas na to by inne partie mięśni trochę się ruszały 😉 Na Atnę w dużym kanu miałem ochotę już od jakiegoś czasu, w końcu się udało.

Dziś ponownie uskuteczniamy styl “Bike & Hike” a pretekstem jest oczywiście długa szutrowa droga pod start dzisiejszego zasadniczego dreptania. Do upału i duchoty na podjeździe dołączają końskie muchy.

Dwa lata temu z powodu pogody się nie udało, nawet nie “odpaliliśmy wrotek”. Lało niemożebnie. Dzisiejszy poranek jest bezchmurny, duszny i gorący. Też niedobrze, bo dzień zapowiada się po prostu morderczo upalnie 🙁

Rowerowy przerywnik w drodze na Istrię 🙂 Zupełny spontan wypatrzony na mapie w czasie postoju. Pogoda nie rokowała najlepiej ale kto nie ryzykuje ten ponoć szampana nie pije 😉 Ruszam sam licząc, że zdążę przed opadem.

Jeszcze kilka ruchomych obrazków z tegorocznej Armady 🙂

Safiental miałem okazję poznać skiturowo, a że to rzut beretem od Versam gdzie kończy się pływanie odcinka w kanionie to aż prosiło się by tam wrócić na rowerze.

Vorderrhein’em i spływ jego kanionem marzyły mi się od chwili gdy po raz pierwszy zobaczyłem go w jakimś przewodniku. Jakiś czas temu była też okazja aby się przejść wzdłuż rzeki. No i w końcu się udało zamoczyć wiosło, nawet więcej niż raz 😛

Wyłącznie kronikarsko: tradycyjne otwarcie sezonu i rozgrzewka na Kamenice. Pogoda dopisała a mięśnie pamiętały co do czego 🙂