


Ten wpis powinien był się tu znaleźć jakiś miesiąc temu, ale nie znalazł bo po powrocie rozłożyło mnie zupełnie, gdy doszedłem do siebie trafił się kolejny wyjazd po którym znów mnie rozłożyło choróbsko : ( No bywa : )

Dawno nie zaliczyłem tak fatalnego dosypiania jak tym razem, więc już rano wiedziałem, że o fajne zdjęcia będzie ciężko : ( Aparat oczywiście zabrany ale tym razem bardziej dlatego, zmarnowane okazje lubią się mścić, a ja tej zemsty nie chciałem.

Chodząc poprzedniego wieczora od gasthofu do gasthofu w poszukiwaniu noclegu zastanawiałem się cały czas czy yr.no aby tym razem się nie pomyli? W końcu niebo było wyjątkowo gwiaździste : )

Na parking pod dolną stacją kolejki docieramy nad ranem i od razu wyciągamy się w śpiworach by załapać się na krótki regenerujący sen. Odsypianie wychodzi nam całkiem dobrze bo z poranną krzątaniną ruszamy dobrze po 9.oo przy rześkich gdzieś -10C : )

Ewidentnie Dolomity. Ewidentnie ładnie … jeżeli świeci słońce ; ) Naszą przygodę z Pragsertal zamierzaliśmy rozpocząć na Pragser Wildsee Eisfalle. Na zdjęciu w przewodniku prezentowały się zachęcająco, więc pierwsze kroki o poranku poniosły nas nad jezioro.

W tym roku ponownie nie obyło się bez pewnej dozy nerwowości przy dobieraniu celu na pierwszy w sezonie wjazd dziabkowy. Ostatecznie na pierwszą jego część wybór padł na położoną w Południowym Tyrolu dolinę Rein.


Obrabianie zdjęć z wakacji w mroźny zimowy wieczór z jednej strony ma w sobie coś rozgrzewającego, ale z drugiej jest jednak lekko dołujące, bo jak by nie patrzeć to trzeba poczekać jeszcze kilka dobrych miesięcy na podobną aurę za oknem : )

To była jedna z dłuższych przerw w ostatnich latach :\ Zmiany były duuuuuuże i na szczęście na lepsze, ale ich efektem ubocznym było zero wyjazdów. No coś za coś – jak zawsze w życiu ; )