


Drugi dzień tego intensywnego weekendu to Aluhol. Tym razem bez “przygód” na podejściu. Fajny i na ostatnim wyciągu niebanalny kawałek wspinania. Jak najbardziej do polecenia.

Powrót po latach 🙂 I do doliny i do dziabek. Po przedpołudniowych “przygodach” związanych z podejściem pod Superfeucht (lokalnemu posterunkowi policji dziękujemy za wyrozumiałość) ostatecznie wbijamy się w Mittlerer Maralmfall.

Plan na ostatni dzień naszego pobytu w Gauertal to Geißspitze. Ale od łatwiejszej strony czyli tej przeciwnej do schroniska. Wychodzimy ze schroniska bladym świtem czyli o 7:oo.

Ładny dzień w ładnej okolicy to i tura powinna być ładna. Prawda? My na dzisiejszy cel wybieramy przynajmniej dojście do Carschinahütte przez Drusator. A jeżeli tempo pozwoli to może nawet uda się odwiedzić nieodległy Schafberg.

Po nocy w aucie nie można od siebie za dużo wymagać. Po nocy spędzonej w ciepłym schronisku już można. Najciekawsza tura w okolicy to chyba Kreuzjoch Runde i to na nią dziś wyruszamy.

Ta zima jest szczególna jeżeli idzie o opady śniegu i to co one za sobą niosą. Kilka dni naprawdę mocnego riserczu pogodowo-warunkowego przynosi refleksję, że jeżeli mamy pojechać gdzieś na ten weekend o optymalny będzie Ratikon.

Przedostatni dzień wyjazdu ale ostatnia okazja by się gdzieś garnąć na dwóch kołach. Myszka ma do posiedzenia nad lapkiem, więc znów ruszam sam.

Jak na połowę listopada to turystów tam w … dużo powiedzmy jest. Ale nie o tym. Zatrzymując się na kampingu na obrzeżach miasta masz do wyboru kilka opcji by pozwiedzać miasto.

Passo della Calla to jedna z niezliczonych przełęczy w Apeninach. Dla nas po prostu okazja by w drodze do Florencji znów przewietrzyć rower. Plan był taki by dać sobie w kość całkiem uczciwym podjazdem po asfalcie.