[CH] Batöni
Albo jak wolisz Wasserfall-Arena Batöni. Myszka namierzyła ją jako jeden z celów do odwiedzenia na tym wypadzie, ja miałem dopasować logistykę i uzupełnić trasę tak by nie była to krótka wycieczka. Chyba się udało bo było nieco przygodowo 😉

Wg prognozy ten dzień miał być ostatnim z opadami. Liczyliśmy przejaśnienia od samego rana, ale zlewa trwała gdzieś do 1o:oo. Jak wychodziliśmy z auta zaparkowanego za Weisstannen wyglądało to tak jak powyżej.


Malowniczo dość 🙂

Most chyba tylko po to by przyciągnąć turystów, my nawet na nim nogi nie postawiliśmy – poszliśmy w drugą stronę.


Klimaty jak by się szło przez Mordor 🙂


Owa Arena Wodospadów.


Pięknotka? Pięknotek? 🙂

Dość nagle się przejaśnia i nawet widać w całości górne piętro doliny. Szlak prowadzi przez szczerbinkę ciut na lewo od środka kadru. Kusi ale taka trasa to by było jakieś 25km i prawie 2ooom przewyższeń. No nie dziś 😐

Widok na część doliny za mostkiem.


Hochwart (2671m) widziany z naszego pastwiskowego trawersu.

A to już za przewinięciem grani, do przewinięcia niby była ścieżka ale to generalnie pastwisko, więc gdzie wola tam droga. Z drugiej strony ktoś kiedyś już się ewidentnie napracował nad tą ścieżka.

Strome mokre trawy, trochę się tego baliśmy, ale ostatecznie było OK.

Ostatni rzut oka na tę doliną i naszą drogę.

A to już Hochwart widziany z sąsiedniej doliny.

To i poprzednie zdjęcie dzieli niezła zlewa. Tęcza jest kiczowata – wiem 🙂

Ostatnie widoki na dolinę zanim wejdzie się w las szlakiem do Schwendi.

A las bywał i taki. Generalnie jednak ścieżka do wioski do momentu połączenia ze znakowanym szlakiem w dolinie była dość umowna. Kilka razy dosłownie rozpływała się w powietrzu na styku las – łąka, tak jakby raczej bydło nią chodziło niż ludzie.

Leave a Reply