[IT] Passo del Forno (2775m) 📷
Tym razem już od rana czuć, że jesteśmy w Bergell, może nie jest tu tak strzeliście jak po Szwajcarskiej stronie, ale jest ładnie. Cel na dziś to Passo del Forno – z tej przełęczy powinny być jeszcze ładniejsze widoki.

Tym razem już od rana czuć, że jesteśmy w Bergell, może nie jest tu tak strzeliście jak po Szwajcarskiej stronie, ale jest ładnie. Cel na dziś to Passo del Forno – z tej przełęczy powinny być jeszcze ładniejsze widoki.

Wczoraj deczko siadła pogoda, więc trzeba było pożegnać Szwajcarię i przez Berninapass przejechać na teoretycznie słoneczną stronę Alp. W praktyce następnego dnia mamy całkiem dużo słońca, ale też od południa niską podstawę chmur.

Skitury w okolicy Bivio chodzą już za mną od jakiegoś czasu. Tym razem była okazja by zapoznać się z okolicą i jej potencjałem w lecie.

Ridderspranget to mały rezerwat na (powiedzmy) niezbyt atrakcyjnym do spływania odcinku Sjoa. Większość turystów która się tutaj pojawi ograniczy się do przejścia nad pobliski kanion i zobaczy coś takiego:

Kila razy byliśmy już w okolicy ale Rondane nasjonalpark jakoś omijaliśmy. Ostatnie dreptanie na tym wyjeździe ma to zmienić. Prognoza na pierwszą część dnia zachęca by się wypuścić w teren więc na cel obieram Bråkdalsbelgen (1915m).

Kolejne dwa dni zlewy i kończący się wyjazd owocują zmianą lokalizacji. Tym razem zamierzamy uczknąć nieco z Reinheimen nasjonalpark. Plany to niekoniecznie krótkie ale za to bez przewyższeń dreptanie nad Grovaskarsvatnet do Grovaskarsbu.

Tarløysa (1086m) to taki dość niby niepozorny szczyt o niepowalającej na kolana wysokości. Jeżeli jednak przyjrzysz się mapie to dostrzeżesz dwie sprawy: potencjalne widoki i rokującą powietrznością grań wyprowadzającą na jego sąsiada.

Jest coś takiego 😉 jak Troll Wall zwany z norweska Trollveggen. Mohutne, honorne i ponure (bo mokre i o generalnie północnej wystawie) urwisko, chyba największy pion w Skandynawii. Resztę sobie dopowiedz.

Na odwiedzenie Lauparen i sprawdzenie jakie są widoki z tego szczytu miałem ochotę jeszcze przed wyjazdem. Cel nie był więc przypadkowy, pogoda wg. prognoz niby też rokowała. Próbujemy.

Sunąc na północ i rozglądając się po drodze za celami, których pierwotnie nie było i na których brak 100% skuteczności (czytaj: szczytowanie) nie będzie nas “boleć” kierujemy się pod Fremste Blåhornet (1478 m).