[AT] Kälberlahnzugjoch (2585m) 📷
Sama tura prowadzi na Holzgauer Wetterspitze, a nie na tego łamacza języka, ale dziś zakończyła się właśnie na tej przełęczy. Poza tym dzień zupełnie inny niż wczorajszy: coś widać, zbocza puszczają, ludzi tłumy 😀

Sama tura prowadzi na Holzgauer Wetterspitze, a nie na tego łamacza języka, ale dziś zakończyła się właśnie na tej przełęczy. Poza tym dzień zupełnie inny niż wczorajszy: coś widać, zbocza puszczają, ludzi tłumy 😀

Czasem są takie tury, o których chce się jak najszybciej zapomnieć ; ) Próba wejścia na Leiterspitze do nich należy. Bo jak dobrze wspominać wyjście w którym pokonały cię kosówki? W każdym razie trafiła do mojej top -5 😉

Tym razem już od rana czuć, że jesteśmy w Bergell, może nie jest tu tak strzeliście jak po Szwajcarskiej stronie, ale jest ładnie. Cel na dziś to Passo del Forno – z tej przełęczy powinny być jeszcze ładniejsze widoki.

Wczoraj deczko siadła pogoda, więc trzeba było pożegnać Szwajcarię i przez Berninapass przejechać na teoretycznie słoneczną stronę Alp. W praktyce następnego dnia mamy całkiem dużo słońca, ale też od południa niską podstawę chmur.

Skitury w okolicy Bivio chodzą już za mną od jakiegoś czasu. Tym razem była okazja by zapoznać się z okolicą i jej potencjałem w lecie.

Dziś wracamy na parking poznany trzy poranki temu. Plan jest konkretny bo to ostatni dzień wyjazdu i w moim przypadku raczej całego sezonu. A cel to Rote Wand / Croda Rossa.

Wczorajsze prognozy na dziś były takie, że pogoda ma konkretnie klęknąć. Znów więc pojawia się zagwozdka co wygrać na cel by coś było widać? Riseczowi dostępnych opcji poświęcam większą część wieczora.

Zmiana doliny, trochę powrót do starej piaskownicy, ale tym razem w inny jej narożnik i z innymi “zabawkami”. Szczytem w który celowaliśmy rano Gridenkarköpfe nie był, ale jak to na turach bywa, czasem cel trzeba dobierać dynamicznie 😉

Ostatni wyjazd w tym sezonie, prawie koniec kwietnia. Zima w Alpach się trzyma ale tury generalnie trzeba zaczynać w okolicy 2ooom. Jesteśmy na tych 2ooom, po nocy w aucie, więc tradycyjnie na pierwszy dzień ma być coś raczej na rozruch.

Dziś po turze wracamy, więc ta nie powinna być zbyt długa. Parkujemy pod wyciągiem w dolinie Rojen czyli Rojental. Zaczynamy dreptać bez planu na co chcemy wejść. Szczyty mają podobne trudności i przewyższenia – zdecydujemy w trakcie.