Rejon, który z założenia miał być niejako rozgrzewką przed głównym celem tego wyjazdu czyli wizytą w Val Travenanzes okazał się urokliwym miejscem z lekką cyfrą do którego (przyznaję – z racji dobrych warunków) wróciłem już w kolejnym sezonie : )
W czasie ubiegłorocznego wyjazdu aura nie rozpieszczała, za to warunki w lodzie były były ogólnie lepsze. Tym razem z pogodą było odwrotnie (przynajmniej pierwszego dnia) i mogliśmy się cieszyć piknymi widokami.
Dawno nie zaliczyłem tak fatalnego dosypiania jak tym razem, więc już rano wiedziałem, że o fajne zdjęcia będzie ciężko : ( Aparat oczywiście zabrany ale tym razem bardziej dlatego, zmarnowane okazje lubią się mścić, a ja tej zemsty nie chciałem.