Outdoor w czasach zarazy. [AT/DE] Kössener Ache 📹
Kössener Ache w Austrii, Tiroler Ache w Nieczech. Opierając się na opisie z Kajaktour.de można by się spodziewać, że na wodzie coś się będzie działo bo WW I+/II- niby do tego zobowiązuje.

Kössener Ache w Austrii, Tiroler Ache w Nieczech. Opierając się na opisie z Kajaktour.de można by się spodziewać, że na wodzie coś się będzie działo bo WW I+/II- niby do tego zobowiązuje.

To miał być szybki niedzielny wypad 🙂 Niestety poziom wody szybko weryfikuje tę “szybkość” 😀 130cm na wodowskazie w Kraskowie to zdecydowanie za mało na ty by przynajmniej kilkanaście raz nie wyjść z kanu by spławić je przez płycizny.

Wygląda na to, że wczorajszy deszcz będzie dziś już tylko wspomnieniem, niebo ewidentnie “rokuje”.

Tegoroczny wypad do Norwegii. Plan A to połączenie pływania i trekingu czyli jezioro Bygdin i kilka dni w Jotunheimen. Nawet się udał. W drodze na północ, już za Oslo trafia się taki widok:

Kolejna nowa Biała Woda w tym roku i przy okazji perełka ponoć prawdziwa, dlatego że na BA bardzo rzadko trafia się dobry poziom wody. Nam na dolnym 3km odcinku trafiło się jakieś 55cm (pegel Mariathal) i faktycznie poziom był optymalny.

Na koniec materiału z wyjazdu na “King Of The Alps” finały zawodów – w większości z najmocniejszego bystrza: l’Intimidator.

Dziś garść zdjęć z kanujkami w roli głównej. Konkretnie to ze startu kategorii OC-1 na “King Of The Alps” – w tym roku obsadzonej chyba najliczniej.

King Of The Alps. He He : ) “King” to ze mnie żaden : P ale to nie znaczy, że przy okazji zawodów nie można sobie popływać ; ) Rzeka co prawda z tych co prawie wcale mi nie leżą (totalnie uregulowana ze wszystkimi tego konsekwencjami).

Loisach to niejako “afterparty” do Armadowego spotkania sprzed kilku dni, po jednodniowym przystanku nad Ötztalem jeszcze tego samego dnia jedziemy w stronę GPK by już po zmroku zaparkować koło chatki miejscowego klubu.

Po trzech dniach Armady zmieniamy miejscówkę i już mała ekipą jedziemy do doliny Ötzt. Cztery osoby celują w Champions killer’a, piąta (mła 🙂 ) w fotografowanie. Wyszło dobrze bo slajd nikogo z siodła nie wysadził, choć Mathieu kończył go efektowną świecą.