


Obrabianie zdjęć z wakacji w mroźny zimowy wieczór z jednej strony ma w sobie coś rozgrzewającego, ale z drugiej jest jednak lekko dołujące, bo jak by nie patrzeć to trzeba poczekać jeszcze kilka dobrych miesięcy na podobną aurę za oknem : )

Jedna kanadyjka na całym upuście wody z tamy w Lipnie – hmmm, można poczuć się dziwnie, tym bardziej, że w Czechach jest jednak kilka innych OC-1 : \ Przez trzy dni nie opuszczało mnie więc pytanie: czy to co robię to nie jest jakiś wygłup?

Jedno miejsce na odcinku powyżej “Okna” przez cały wyjazd uparcie wysadzało mnie z siodła (na zdjęciu jestem chwilę za nim a za kolejną chwilę się skabinuję), więc nie mogę napisać, że “vici” : ( Ale jeżeli “zwyciężyć znaczy przeżyć” to wtedy już tak : )

Miało być lajtowo i w sumie było, ale nie przez pierwsze dwa dni : ) Pierwszego dnia było na przykład tak jak na tym zdjęciu. Więcej szkrobnę za kilka(naście?) dni jak się ogarnę kilkoma sprawami o wyższym priorytecie ; )

Pierwotnie moją przygodę z Wdą miałem rozpocząć nieco inaczej niż wszyscy – na jednym z jezior powyżej Lipusza. Niestandardowe miejsce startu wymagało rozpoznania i wczoraj wieczorem zrobiłem sobie takowe. Wyszło, że to jednak marny pomysł.

Ponoć czasem jedno zdjęcie mówi więcej niż tysiąc słów, tyle że również czasem jedno zdjęcie wyrwane z kontekstu ma jednak ograniczoną wymowę. Jakoś tak jest w tym przypadku : )

Pośniadaniowa giełda pomysłów jest dla mnie początkowo niepokojąca, bo mam wrażenie, że dziś chyba wszyscy chcą płynąć “Absailstrecke”, czyli odcinek, który odłożyłbym, jeżeli nie na kolejny wyjazd to przynajmniej na kolejny dzień : )

Dziś zapraszam na kilka ruchomych obrazków z dwóch kolejnych dni Armadowego pływania. Tym razem odcinek Socy (łącznie) od Velikiej Kority do Srpenicy, czyli między innymi “Bunker Section” oraz trzeci kanion Socy.

Dzionek 2. Tego dnia brykaliśmy na sekcji Kal-Korytnica – Čezsoča 🙂