Wda / coś a’la zapowiedź :)

Ponoć czasem jedno zdjęcie mówi więcej niż tysiąc słów, tyle że również czasem jedno zdjęcie wyrwane z kontekstu ma jednak ograniczoną wymowę. Jakoś tak jest w tym przypadku : )

A historia była następująca: gdzieś na Wdzie zobaczyłem kunę przeskakującą z przewróconego drzewa na brzeg. Jego czubek był solidnie skrócony przez kogoś pracującego w firmach obsługujących spływy kajakowe, więc łasica nie zeskoczyła prosto na ziemię ale wpadła do wody i z niej podpłynęła na twardy grunt. Za mamą podążyły trzy małe kunki (podrostki powiedzmy raczej), doszły do czubka tego pnia i … spanikowały : ) Zabrakło im zapewne doświadczenia w pokonywaniu takich przeszkód i w strachu biegały po tym pniu przez dobrych kilka minut : (

Wda

Pojęcia nie mam czy zostały “sierotami”, czy też w końcu przełamały strach i jednak skoczyły za mamą, bo nie miałem na tyle czasu by czekać z aparatem na finał tej sceny. Od tamtej chwili wiem jednak jedno: drzew, które zwaliły się do wody nie powinno się ruszać nie tylko dlatego, że zaburza to naturalne procesy erozyjne, ale również dlatego, że one są również pomostami umożliwiającymi migrację między brzegami leśnemu drobiazgowi. Mam mały apel do ludzi (w swojej naiwności liczę, że ktoś z nich trafi na ten wpis), którzy “dbają” o to by na trasie spływu ich klient kajakarz się nie zmęczył przy pokonywaniu takiej przeszkody: jeżeli już tniecie to róbcie to na tyle tylko ile trzeba by zmieścił się kajak a nie coś wielkości kutra rybackiego : )

A oto sprawca całego zamieszania:

Wda