



Po tym wyjeździe wychodzi na to, że moczenie wiosła w Kamenice to drugi stały punkt sezonu wodnego (pierwszy to oczywiście Armada). Kto był wie dlaczego warto się tu pojawić, kto nie był zawsze może to wiosną nadrobić : )

Pierwotne plany miały być krajowe, tripperowe i Wiślane ale nie udało się poskładać tego i owego : ( Ostatecznie z inauguracją sezonu wylądowałem na Doubravie.

Za drugim razem Hamerak zrobił się jakby nieco mniejszy i wolniejszy. Może dlatego, że tym razem łajba była większa niż poprzednio 😉 Na wodzie było też nieco luźniej bo frekwencja była jakby niższa niż w ubiegłym roku.

Po drugim wyjeździe na OCMánie mogę zdecydowanie napisać, że ta kameralna w sumie impreza weszła już na stałe do Mysiego kalendarza. Tegoroczna edycja “działa się” na torze w Roztokach, torze krótkim, ale nie na tyle by się nie dało pobrykać.

Drugi dzień Austriackiej Lipcówki to Lammeröfen. Jeszcze przed wejściem na mostek w kanionie miałem nadzieję na fajny dzień na wodzie. Wyobrażenia jednak w zderzeniu z rzeczywistością przegrały sromotnie. Bo?

Nasze spotkanie z Rurzycą ma dwa oblicza: rowerowe i kanujkowe. Rowerowe bo na tym wypadzie chcemy się też pokręcić po dalszej – niedostępnej z wody – okolicy, a kanujkowe bo … wiadomo – jak na wodzie i z klimatem to tylko w kanu : )

Chyba każdy ma rzeki na które zawsze chętnie wraca, dla mnie jedną z nich jest Soča. Trasa z kraju do Słowenii to dobrych “kilka” kilometrów, ale z okolic Innsbrucka już nie tak wiele.

“Rozdania” na Armadzie są czasem bardzo dynamiczne. Tym razem o tym, że będzie pływanie na Isel dowiedziałem się … żegnając z Kelvinem : ) Ten zapytał jakie mamy plany, a ja, że celujemy w Słowenię – przez Brenner.