[AT] Gail 📷
Odkryciem Armady i jej tegorocznej okolicy jest dla mnie dolny Gail – rzeka przy zastanym stanie wody WW1-2 z jedną dziurą której trzeba by dać nieco więcej. Gail’a pływałem tylko w BigDog’u – czyli OC-1 raczej krótkim

Odkryciem Armady i jej tegorocznej okolicy jest dla mnie dolny Gail – rzeka przy zastanym stanie wody WW1-2 z jedną dziurą której trzeba by dać nieco więcej. Gail’a pływałem tylko w BigDog’u – czyli OC-1 raczej krótkim

Armada, Armada i po Armadzie. Tym razem imprezę wywiało na Wschodni Tyrol. Isel znałem sprzed kilku lat ale i z wyższego poziomu wody – teraz było jej dość mało więc pływanie było raczej rekreacyjne.

Na Sobkową Grań mieliśmy wbić się w sobotę, ale prognoza pogody dzień przed wyjazdem pozbawiła ten pomysł sensu. Przekładamy to o dwa dni. W kluczowej kwestii – pobudki – ustalamy, że przez budzące się po zimie misie śpimy na dole i zaczynamy wcześnie rano.

Na parkingu za stacją kolejową Bockstein zastajemy biwakujących Czechów : ) Czemu nie jestem zdziwiony? My już po kolacji ograniczamy się do rozstawienia namiotu i przyszykowania sobie spania.

Na serpentynach przed Enzingerboden jest czysty asfalt, ale na parkingu widać po śniegu na samochodach, że w ciągu kilku ostatnich dni nieźle tu dosypało. To oczywiście rodzi pytanie o to jakie będą warunki lawinowe.

Z wypadu na Grawafalle nic nie wyszło. Znaczy wypad wyszedł bo byliśmy pod tymi lodospadami ale na miejscu okazało się, że Magdę, która na FB “Eisklettern Stamtisch” pytała o warun odpowiadający wprowadził w duże maliny.



[25] Deszcz nas nie obudził bo padało zbyt delikatnie, ale jednak padało. Niebo mamy równo zaciągnięte, choć przejaśnienia też jakieś widać. Spędziliśmy w tym miejscu dwa miłe popołudnia, więc pakowanie przebiega dość sprawnie.

[22] Chciało by się napisać – tak jak każdego poranka od czterech dni, że znów się nam upiekło. Dziś do końca jednak tak nie jest. Padać to nie padało, ale w nocy budziła nas łopoczący na wietrze namiot i już samo to było zastanawiające.