[CZ] Hamerák 2017
Za drugim razem Hamerak zrobił się jakby nieco mniejszy i wolniejszy. Może dlatego, że tym razem łajba była większa niż poprzednio 😉 Na wodzie było też nieco luźniej bo frekwencja była jakby niższa niż w ubiegłym roku.

Za drugim razem Hamerak zrobił się jakby nieco mniejszy i wolniejszy. Może dlatego, że tym razem łajba była większa niż poprzednio 😉 Na wodzie było też nieco luźniej bo frekwencja była jakby niższa niż w ubiegłym roku.

To prawdopodobnie będzie najkrótszy test na jaki traficie w necie: kupiłem, przez kilka godzin męczyłem, zwróciłem : ( Niestety. Niestety bo oczekiwania były spore a potrzeby niebanalne. I niestety Olympus TG-5 Tough nie zdołał tym oczekiwaniom sprostać : (

Po drugim wyjeździe na OCMánie mogę zdecydowanie napisać, że ta kameralna w sumie impreza weszła już na stałe do Mysiego kalendarza. Tegoroczna edycja “działa się” na torze w Roztokach, torze krótkim, ale nie na tyle by się nie dało pobrykać.

Po raz czwarty w Tatrach wiążę się liną, ale jakoś tak wyszło, że latem dopiero po raz pierwszy. Na swój powrót “po latach” a mój letni debiut Tomek wybiera “Ceste k slanku”.

Hinter Isel pływa się od Hinterbichl do Bobojach i tak też zaczynamy – na parkingu w Hinterbichl, przy czym nasz team właśnie tam powiększa się o trzech kolejnych kajakarzy z Czech : )

Lammeröfen (jak się ktoś rozpędzi) można przepłynąć i w 2o minut. Ekipa była deczko wolniejsza, ale i tak po dwóch razach nikt nie przejawiał ochoty na trzecią jazdę. Co by tu robić? A może Taugelbach i Tauglwasserfall?

Drugi dzień Austriackiej Lipcówki to Lammeröfen. Jeszcze przed wejściem na mostek w kanionie miałem nadzieję na fajny dzień na wodzie. Wyobrażenia jednak w zderzeniu z rzeczywistością przegrały sromotnie. Bo?

Miałem tu przed chwilą 6.5oo znaków (bez spacji), ale poszły do kosza. Bo komu chciało by się czytać – prawda? : D Wersja krótka: przy 1oo-11o cm na peglu w Obertraun jest to rewelacyjne pływanie we wspaniałych okolicznościach przyrody i przedniej jakości wodzie.

Nasze spotkanie z Rurzycą ma dwa oblicza: rowerowe i kanujkowe. Rowerowe bo na tym wypadzie chcemy się też pokręcić po dalszej – niedostępnej z wody – okolicy, a kanujkowe bo … wiadomo – jak na wodzie i z klimatem to tylko w kanu : )

Chyba każdy ma rzeki na które zawsze chętnie wraca, dla mnie jedną z nich jest Soča. Trasa z kraju do Słowenii to dobrych “kilka” kilometrów, ale z okolic Innsbrucka już nie tak wiele.