


Wpis w sumie z obowiązku kronikarskiego, bo wspinaczkowo to raczej słaby. Spenetrowane doliny Zillerground i Zemmtal, większość lodów generalnie nie wylana, to co wylało to albo połogi albo horrorystyczne polewki.

Ubiegłoroczny sezon dziabkowy wystartował w dolinach w pobliżu Cogne. A, że rejon Cogne to “Mekka” lodowego wpinania to byłem ciekaw jak wygląda konfrontacja wyobrażeń z rzeczywistością. Jak było? Hmmm … zapraszam na łamy GÓR ; )

Sobotni spacer na obiadek. Pierogi były : ) A na poważnie to czekamy na nową dostawę białego i niższe temperatury, bo to co zastaliśmy trzy dni po poprzedniej najogólniej mówiąc nie zachwycało – na dole pierwszych kilkaset metrów to mokra breja a u góry lodoszreń : (

Krótki przedsywestrowy wypad na dziabki na pogranicze niemiecko-austriackie, a konkretniej w rejon zwany Geierköpfe. O tym, że jest tam coś wylane wiedzieliśmy przed wyjazdem ; ) O tym, że na podejściu będzie w …. dużo śniegu przekonaliśmy się już na miejscu :\

Wybierając cele przed wyjazdem gdzieś tam w necie trafiliśmy na informację, że kilka lodospadów w tej dolinie jest w niezłych warunkach. A że lubię Pitztal to większej zachęty nie trzeba było : )

Tak naprawdę to nie były to typowe skiturowe wyrypy, ale coś co lokalsi zwą “PistenTour” czyli dreptanie w bliższej lub dalszej okolicy wyciągów.


Trzeci dzień maratonu 🙂 Dla mnie zaczyna się od spotkania: Jak zdobyć klasyki alpejskie? prowadzonego przez Maćka Ciesielskiego.

Pierwszy punkt mojego piątkowego programu to “Żywienie w drodze na szczyt” z udziałem Formy na Szczyt i Lyofood. Potwierdziły się moje podejrzenia, że liljofy LYO to jest to : )