Wpis kalendarzowy – już trzeci :D
Konkursy mają to do siebie, że niosą ze sobą nutkę napięcia. Czy coś “mojego” wpadnie w oko jury? Jeżeli tak, to co to będzie? W przypadku konkursu redakcji WIOSŁA mam stałą “zagwozdkę”:

Konkursy mają to do siebie, że niosą ze sobą nutkę napięcia. Czy coś “mojego” wpadnie w oko jury? Jeżeli tak, to co to będzie? W przypadku konkursu redakcji WIOSŁA mam stałą “zagwozdkę”:


Lower Mastallone … rzeka na tym odcinku po prostu genialna i od teraz kolejna na mojej liście ulubionych. Start mamy chyba jeszcze bardziej deszczowy niż poprzedniego dnia. Ekipa mała bo zaczynamy we czwórkę z Sabriną, Honzą i Paolo.

Mokry start, nieco przygód po drodze i słoneczny finisz w towarzystwie krów to w największym skrócie Sesia z drugiego dnia Armady : ) A dokładniej jego pierwszej części.

Tegoroczna Armada (tym razem w ValSesia) zaczęła się od zamoczenia wioseł nie w Sesii – bo ta lekko poziomem wody deczko zniechęcała, ale w środowym odcinku Mastallone. Rzeka przy zastanym poziomie wody wspaniała, niesie zacnie i daje dużo radochy.

Po tym wyjeździe wychodzi na to, że moczenie wiosła w Kamenice to drugi stały punkt sezonu wodnego (pierwszy to oczywiście Armada). Kto był wie dlaczego warto się tu pojawić, kto nie był zawsze może to wiosną nadrobić : )

Pierwotne plany miały być krajowe, tripperowe i Wiślane ale nie udało się poskładać tego i owego : ( Ostatecznie z inauguracją sezonu wylądowałem na Doubravie.

Za drugim razem Hamerak zrobił się jakby nieco mniejszy i wolniejszy. Może dlatego, że tym razem łajba była większa niż poprzednio 😉 Na wodzie było też nieco luźniej bo frekwencja była jakby niższa niż w ubiegłym roku.

Po drugim wyjeździe na OCMánie mogę zdecydowanie napisać, że ta kameralna w sumie impreza weszła już na stałe do Mysiego kalendarza. Tegoroczna edycja “działa się” na torze w Roztokach, torze krótkim, ale nie na tyle by się nie dało pobrykać.

Chyba każdy ma rzeki na które zawsze chętnie wraca, dla mnie jedną z nich jest Soča. Trasa z kraju do Słowenii to dobrych “kilka” kilometrów, ale z okolic Innsbrucka już nie tak wiele.