[BA] Džamija / Џамија 📷
Džamija miała być taką wisienką na torcie tego wyjazdu. Szczyt może i 2ooom nie przekracza ale jest dość konkretny, dotarcie pod niego z racji dystansu czy terenu też nie jest banalne.

Džamija miała być taką wisienką na torcie tego wyjazdu. Szczyt może i 2ooom nie przekracza ale jest dość konkretny, dotarcie pod niego z racji dystansu czy terenu też nie jest banalne.

Bjelašnica to jedna z wyższych propozycji w okolicy (tak to urywające **** 2067m 😀 ). Szczyt ma jednak kilka zalet, ale o tym za chwilę. Naszemu pakowaniu się pod kwaterą z ciekawością przyglądają się wioskowe pieski.

Propozycja Włodka na drugi dzień pobytu to Veliko Brdo. Okolicę znał z poprzedniego tu pobytu więc optymalna logistyka była zagwarantowana : ) To co jest miłe w tej turze to to, że zaczyna się ona dosłownie spod kwatery : )

Bośnia to może nie jest jakaś mocna egotyka, ale kierunek jest zdecydowanie nie-oczywisty a klimaty na miejscu to nie jest do do czego przyzwyczajają wypady w Alpy 😛 Smak był od dawna. Okazję do wyjazdu sprowokował Robert (dzięki!)


Moraca, choć chyba poprawniej było by Moracza bo taką wymowę sugeruje “ptaszek” nad “c”. Nieważne ; ) Ważne jest to, że marzenia – jeżeli trochę im się pomaga – się spełniają. U nas na razie połowicznie, bo Morača poznana – ale niestety tylko z drogi.

Munții Făgăraș do tego października były wyłącznie jednym z pasm górskich w których do tej pory nas nie było : ) Zmieniło się to o tyle, że teraz możemy mówić że “liznęliśmy” nieco tych gór. Góry ładne, niesponiewierane za mocno cywilizacją.

Po raz kolejny mam za sobą kilka intensywnych festiwalowych dni. Tym razem zimno nie było, było za to nieco mokro choć na szczęście było to odczuwalne tylko przy zmianach lokacji : ) Kilka migawek z głównych punktów tegorocznego Festiwalu:

Tym razem pretekstem do wyjazdu w Góry Stołowe były XXVII Ogólnopolskie Zawody GOPR. Pogoda dopisała, więc i humory zawodników też były świetne : ) Kilka kadrów z tamtego dnia:

Taka szybka tura na zakończenie wyjazdu. W planach było po prostu przejść się Gleirschtal i koło południa zacząć się toczyć do domu. Gdzieś tam po drodze odbiliśmy z głównej szutrówki by zobaczyć co się kryje po drugiej stronie Isar.