Outdoor w czasach zarazy. [CH] Vorderrhein

Czasem marzenia się spełniają a czasem nie : ) To o zamoczeniu wiosła w Vorderrhein tym razem się nie spełniło. Landquart był ostatnią rzeką, którą spłynąłem wspólnie z dolnośląską ekipą, która mnie na tym wyjeździe “przytuliła” do swojego składu.

Po pożegnaniu się na parkingu pojechaliśmy w stronę Chur. Noc jest deszczowa, przedpołudnie następnego dnia też, w południe się przejaśnia, więc idziemy zobaczyć rzekę. Kanion – nie powiem – robi wrażenie. Niestety trafiamy po dosyć dużych – nie tylko z ostatniej nocy – opadach i to co płynie przypomina kolorem kakao : ( A że nie takie chciałbym byśmy mieli (tym razem już z Myszką) wspomnienia z tego pływania to odpuszczamy. Z trochę ciężkim sercem, ale jednak. Dla osłody robimy sobie trasę “z buta” by nie tylko z okolicy Versam przyjrzeć się temu magicznemu kanionowi i przede wszystkim słynnej “Schwarzes loch”.