


Po przyjedzie do Szpindlerowvego Młyna nic nie zapowiadało, że trafi się nam jeden z najfajniejszych zimowych dni w Karkonoszach. I jedna dłuższych tur jakie się do tej pory trafiły : )

To miał być wyjazd zamykający sezon turowy w Karkonoszach i napiszę tylko tak: udało się mam wstrzelić w naprawdę fajne warunki. Podejścia nartostradami bo poniżej 11oom.n.p.m. śniegu raczej mało jest ale powyżej już naprawdę dobrze (choć lodoszreni sporo).

Sobotni spacer na obiadek. Pierogi były : ) A na poważnie to czekamy na nową dostawę białego i niższe temperatury, bo to co zastaliśmy trzy dni po poprzedniej najogólniej mówiąc nie zachwycało – na dole pierwszych kilkaset metrów to mokra breja a u góry lodoszreń : (

3 godziny za kółkiem, 2 godziny podejścia, 1/2 godziny zjazdów i ponownie 3 godziny za kółkiem : ) Do tego Myszka, wspaniała pogoda i pewna przecinka nietknięta nartą – więcej nie trzeba : )


Idąc w stronę Domu Śląskiego oczywiście widzieliśmy tłumy zdobywców Śnieżki w okolicy schroniska i na szlaku na szczyt ale dopiero w domu przy obróbce to zdjęcie skojarzyło mi się ze słynnym zdjęciem Chilkoot Pass z okresu gorączki złota : )

Wypad Karkonoski jakich wiele, teoretycznie nie wart wspomnienia. W praktyce jeżeli jednak spotyka się kogoś po 25 latach to już jest o czym wspomnieć i co wspominać : ) Szymon – pozdrawiamy : )

Wylać – wylało : )

Czasem fajnie się tam po prostu poszwędać : )