[GE] Mestia – Zuruldi – Tsvirmi 📷
Długo wyczekiwany marcowy trip. Na lotnisku w Kutaisi oczekiwanie na jedną z dwóch marszrutek, którym mamy się dostać do Mestii przedłuża się niemiłosiernie. Ponoć droga jest trudna. Hmmm …

Długo wyczekiwany marcowy trip. Na lotnisku w Kutaisi oczekiwanie na jedną z dwóch marszrutek, którym mamy się dostać do Mestii przedłuża się niemiłosiernie. Ponoć droga jest trudna. Hmmm …

Kronikarski wpis : ) Rokytnice tym razem przede wszystkim były okazją by sprawdzić formę po choróbsku jakie mnie dopadło po ostatnim wyjeździe. Formę, która jest mi potrzebna już na najbliższym weekendzie i kilku dniach po nim.

Krótko, warun m-e-g-a ! : D

Jak to było? Never miss a Powder Day? Zdecydowanie! Jeżeli sypie tak jak sypnęło w ostatni poniedziałek i wtorek to nie czekasz do weekendu ale po prostu bierzesz urlop i … brykasz do bólu kolan : )


Po przyjedzie do Szpindlerowvego Młyna nic nie zapowiadało, że trafi się nam jeden z najfajniejszych zimowych dni w Karkonoszach. I jedna dłuższych tur jakie się do tej pory trafiły : )

To miał być wyjazd zamykający sezon turowy w Karkonoszach i napiszę tylko tak: udało się mam wstrzelić w naprawdę fajne warunki. Podejścia nartostradami bo poniżej 11oom.n.p.m. śniegu raczej mało jest ale powyżej już naprawdę dobrze (choć lodoszreni sporo).

Sobotni spacer na obiadek. Pierogi były : ) A na poważnie to czekamy na nową dostawę białego i niższe temperatury, bo to co zastaliśmy trzy dni po poprzedniej najogólniej mówiąc nie zachwycało – na dole pierwszych kilkaset metrów to mokra breja a u góry lodoszreń : (

Tak naprawdę to nie były to typowe skiturowe wyrypy, ale coś co lokalsi zwą “PistenTour” czyli dreptanie w bliższej lub dalszej okolicy wyciągów.

Na parkingu tego ośrodka pojawiamy się z Myszką około 9:oo i dołączamy do kilkunastu innych aut. Tym razem tura jest tylko moja – Myszkę za bardzo przypaliło przez poprzednie dwa dni i nie chce się “doprawić” : (