


Suldenspitze miała być łupem ostatniego dnia tej objazdówki. Miała i prawie była. Znaczy była dla Marka, dla mnie zakończyła się na przełączce przed szczytem. Na starcie wspomagamy się kabiną do jej górnej stacji. później już normalnie – z foki znaczy.

Tura na Plattenspitze to … sam nie wiem jak to opisać. Bo uczucia mam po niej bardzo mieszane. Z jednej strony fajny teren podejścia jako taki i pogoda – kolejny dzień “bluebird’a”. Z drugiej jedna z najmniej urodziwych gór na jakich byłem na turach.

Jak to u Marka to nie wiem, ale dla mnie Köllkuppe to tura wyjazdu. Widoki początkowo tylko na Monte Cevedale (wyżej też na Gran Zebrù , Monte Zebrù i Ortler) to sam mjut dla oczu. Podejście też uczciwe, bo kończąc na przełączce poniżej szczytu jest to 13oom.

Po raz pierwszy inauguracja sezonu skiturowego wypada … nie w PL : ) Dziwnie, ale bywa. W planach była mała objazdówka po dolnym Vinschgau / Val Venosta (to Południowy Tyrol więc większość nazw jest podwójna) i zaczęliśmy ją od Ultental / Val d’Ultimo.
Nie kuszą podróże, gdy nie ma z nich dokąd wrócić.
— Stanisław Lem “Kongres futurologiczny”
Entweder man gibt auf oder man wird stärker. / Albo się poddajesz, albo stajesz się silniejszy.
Maria Kittl

Kolejny dzionek. Ekipa kurczy się do dwóch osób czyli mnie i Michała. Dziś celujemy w Przełęcz Kondracką. W sumie celujemy jest dobrym określeniem, bo przy widoczności na jaką trafiamy, można tylko celować. Na podejściu czuć kolejny dzień “plusów”.

Polskie Tatry chyba mnie nie lubią 🙂 W każdym razie na mój debiut turowy po tej stronie granicy przywitały mnie raczej po Karkonosku. Dopisała za to ekipa, dopisały też warunki – choć było dodatnio to jak na połowę kwietnia było zacnie 🙂 Niemniej zdjęć nie będzie.

Zmiana doliny na Vals nakłada się na zmianę pogody. Przede wszystkim naprawdę zaczyna wiać, może jeszcze nie po “Karkonosku” ale powyżej linii lasu jest już blisko. Na parkingu mija nas ośmioosobowa grupa lokasów z ciekawością przyglądająca się naszym “blachom”.