[CZ] Oldřichovský lom 1/2
Dziś zapraszam na herbatę, więcej zdjęć będzie, ale przy innej okazji 😉

Dziś zapraszam na herbatę, więcej zdjęć będzie, ale przy innej okazji 😉

Myśl o tym, że kiedyś zgubię oryginalną zatyczkę do śrub lodowych przez co narażę się na masakrę pozostałą część szpeju wystawionego na ostre ząbki tychże śrub była przyczyną nie jednej nieprzespanej nocy : ]

No nareszcie mam chwilę czasu na to by zakończyć tę opowieść 😀 Pokhara. Deszcz. A w zasadzie ulewa i to co można podejrzeć w najbliższej okolicy.

Kiedyś, gdy tylko Austria otworzyła swoje granice dla ruchu bezwizowego z Polską skorzystaliśmy z kumplem z tej okazji i częściowo stopem a częściowo przy wsparciu mieszkającej w Wiedniu rodziny Wojtka dotarliśmy pod “Glocka”.

Po pracowitym piątku budzik ustawiony w sobotę na 8.08 bolał wyjątkowo, ale jeżeli chcieliśmy skorzystać z okazji jaką był spust wody z tamy w Krużberku to wyjścia nie było – trzeba było wstawać.


Przełęcz to ewidentny punkt zwrotny, o ile od liku dni było dookoła dość sucho to po drugiej stronie jest jakby … jeszcze bardziej sucho. Tak nawet rozmawiam o tym z Myszką o tym by na kolejny większy wyjazd nie pojechać w jakieś bardziej zielone rejony.

Yaho. Prawie debiut. Na pewno debiut na rzece, bo na wodzie zwodowaliśmy go na okolicznym “stawie”. Pierwszy raz pod prąd, pierwszy raz z prądem i pierwsza kabina. Straty były ale minimalne na szczęście. Pierwsza krew można powiedzieć 😉

Tak się złożyło, że nasze człapanie zakończyło się w jakiejś wiosce – dobrze po zmroku i w pierwszym hoteliku na jaki trafiliśmy, na dłuższe poszukiwania nie było ani ochoty ani siły. Rano okazało się, że jesteśmy w Khudi – czyli dokładnie tam gdzie mieliśmy dotrzeć.

Szok kulturowy to najdelikatniejsze określenie na to co nas dopadło po opuszczeniu taksówki jaką wzięliśmy na lotnisku w Delhi. Określenie, że to jak dostać “z liścia” w twarz będzie bliższe odczuciom. To coś naprawdę mocnego : )