Outdoor po Wirusie. [CH] Rätschenhorn 📷
Po dwóch (dłuuuuugich) miesiącach wracamy do St. Antönien. Znaczy wracam ja z Michałem bo Myszka zostaje w domu 😉 Prognozy zapowiadają “lampę” i faktycznie mamy “lampę”.

Po dwóch (dłuuuuugich) miesiącach wracamy do St. Antönien. Znaczy wracam ja z Michałem bo Myszka zostaje w domu 😉 Prognozy zapowiadają “lampę” i faktycznie mamy “lampę”.

Pięć tygodni czekania aż lawinowe 4-ki i 5-ki po masakrcznych opadach w Szwajcarii spadną do akceptowalnych wartości a temperatury na miejscu z kolei wzrosną z mało przyjemnych dla dreptania okolic -20oC.

Mimo ewidentnie fajnych warunków w dolinie by podjechać wyżej w stronę Flüela Pass potrzebne są łańcuchy a tych nie mamy : ( Jednak zmiana doliny wchodzi nam na dobre bo trafia się i fajny warun i wyborne widoki.

Okołonoworoczne Niemcy zamknięte. Austria zamknięta. Szwajcaria … otwarta : ) No to wio. Nasz debiut turowy w tym kraju nie chciał wpaść w Sernftal. Tam na miejscu okazało się, że obraz z kamerek to nie wycinek z rzeczywistości ale jej prawdziwy obraz.

Fajna ekipa, widoki zapierające dech w piersiach, “bluebird” na niebie – czego więcej chcieć na skiturach w okolicach Mestii? KONDYCJI! Serio. W GÓRACH nr 272 kilka zdań o tym jak w Swanetii było w końcówce tej zimy.

Sulztal to taka wcale nie mała boczna dolinka w Stubaier Alpen z wjazdem od strony Ötztal. Żeby ja dobrze spenetrować trzeba by minimum tygodnia. My tyle nie mieliśmy ale o tym co się nam udało zdziałać napisałem w 270tym numerze GÓR.

Długo wyczekiwany marcowy trip. Na lotnisku w Kutaisi oczekiwanie na jedną z dwóch marszrutek, którym mamy się dostać do Mestii przedłuża się niemiłosiernie. Ponoć droga jest trudna. Hmmm …

To miał być wyjazd zamykający sezon turowy w Karkonoszach i napiszę tylko tak: udało się mam wstrzelić w naprawdę fajne warunki. Podejścia nartostradami bo poniżej 11oom.n.p.m. śniegu raczej mało jest ale powyżej już naprawdę dobrze (choć lodoszreni sporo).

3 godziny za kółkiem, 2 godziny podejścia, 1/2 godziny zjazdów i ponownie 3 godziny za kółkiem : ) Do tego Myszka, wspaniała pogoda i pewna przecinka nietknięta nartą – więcej nie trzeba : )

Idąc w stronę Domu Śląskiego oczywiście widzieliśmy tłumy zdobywców Śnieżki w okolicy schroniska i na szlaku na szczyt ale dopiero w domu przy obróbce to zdjęcie skojarzyło mi się ze słynnym zdjęciem Chilkoot Pass z okresu gorączki złota : )