Ech te … bezlusterkowce :)

Od ponad roku (czyli obozu w dolinie Kierzmarskiej i kilku zdjęć, których – z powodu nieporęczności mojej D3’ki w operowaniu zimą w niezbyt wygodnych warunkach – nie zrobiłem na wspinie) chodzi za mną zakup małego ale zaawansowanego funkcjonalnie aparatu.

Na rynku był już wtedy Panasonic Lumix DMC-GF1, ale nie było to do końca to czego szukałem. Kolejne premiery (Sony NEX-7 i Nikon V1) przyniosły rozczarowania – głównie z powodu matrycy. W przypadku Sony’ego 24Mpx to deczko za dużo jak na wydajną pracę przy obróbce i późniejszym archiwizowaniu zdjęć – wiem co można wcisnąć z 12Mpx, więc 24Mpx to dla mnie przerost formy nad treścią. Z kolei premiera nowego systemu Nikon’a rozczarowała mnie ponownie matrycą – zarówno fizyczną jej wielkością jak i samą rozdzielczością w kontekście jej wymiarów. A szkoda bo to co ten aparat potrafi w temacie funkcji filmowych + jakość optyki Nikon’a naprawdę zachęcało nad wejściem w ten system 🙂 Pozostało czekać na kolejny ruch w segmencie “Mikro 4/3” i … nie dość że doczekałem się korpusu, który w temacie matrycy w końcu odpowiada moim potrzebom to jeszcze jest to produkt bardzo leżącego mi “dezajnersko” Panasonic’a 🙂

Nieco do poczytania:

No dobra – trzeba wracać do pracy – czyli obróbki zdjęć z kilku ostatnich w tym roku reportaży ślubnych.