2013 European C-Boat Armada 1/3 📷

No nie powiem, tegoroczna Armada była chyba najbardziej wyczekiwanym wypadem spływowym. W końcu 8 maja dotarliśmy z Myszoliną w okolicę Szwajcarskiego Oberwill, które to ECBA w tym roku obrała za siedzibę.

Czas na zdjęcia – na początek dzień “0” czyli środa, na kampingu jeszcze pusto, ale pierwsi Armadowicze już moczą wiosła na Simme:

Simme
Simme

Heideweidli w akcji. Jeszcze nie wiem, że na tym wyjeździe jednak na nim nie zawalczę : (

Czwartkowy poranek wita nas lekkim wypogodzeniem po deszczowej nocy. Cel na dziś to Sense. Przed Armadą miałem okazję wymienić nieco maili z Janem Van Heesem a Sense jest doskonałą okazją by w końcu wspólnie popływać : )

Tak wygląda start w bliskiej odległości Guggersbachbrücke. Poniżej już samo pływanie na Sense przy 12m3/s.

Dolina a raczej wąwóz którym płynie Sense jest naprawdę piękny. Pozostaje jedynie niedosyt z powodu niskiego stanu wody oraz tego, że kończymy zaledwie po 4 godzinach i 10km. Apetytu i sił maiałem na zdecydowanie dłuższe pływanie …

Kolejna noc i kolejna zlewa. Poranne rozpogodzenie nie pozostawia złudzeń – słońca będzie dziś raczej mało : (

Przez nocne deszcze poziomy wody na wszystkich lokalnych rzekach przynajmniej podwoiły się i o Simme w piątek można zapomnieć. Jedynym sensownym (przy moim poziomie pływanych trudności) wyjściem okazuje się być w tej sytuacji powrót na Sense : ) Płyniemy dokładnie ten sam odcinek, tyle że wody jest tym razem gdzieś 35m3/s. Liczba chętnych jest tak duża, że trzeba się podzielić na mniejsze – ostatecznie płyniemy w 4 grupach po 7-8 kanu. Rzeka niesie zdecydowanie szybciej a kolorem przypomina raczej kawę – przez co zdjęć jest bardzo mało, co ma jednak tę zaletę, że skłania do przemyśleń w temacie tego jak przybór wody zmienia czasem nie do poznania rzekę pokonaną poprzedniego dnia oraz rewizji założeń dotyczących fotografowania w warunkach dość szybkiego nurtu oraz małej ilości cofek : )

Sobota – woda opada, więc wypada spróbować Simme. Przez własną nieuwagę omija mnie jednak możliwość dołączenia do grupy zaczynającej spływ powyżej Boltigen (czyli płynącej przez Heideweidli i kontynuujący się za nią odcinek WW III) i ostatecznie zaczynam przy moście w Wiessenburgu. Może to i dobrze bo Simme niesie niemożebnie szybko i chyba takich doświadczeń mi wystarczy ; ) Poniżej kilka zdjęć z mostu w Wiessenburgu – ekipy, która zaczynała w Boltigen.

My ten 8-kilometrowy odcinek WW II kończymy gdzieś po godzinie (!) w Erlenbach przy moście przed elektrownią. Przez ten czas walizki z aparatem nie wyciągnąłem ani razu (mało komfortowe pod kątem wychodzenia na brzeg cofki i w sumie tylko dwa miejsca gdzie rzeka ewidentnie zwalnia na całym tym odcinku), pozostaje mieć nadzieję, że uda się zmontować coś sensownego z kamerki : )

Niedziela. W nocy ponownie padało, więc wybór nowej i niezbyt sportowej rzeki zaczyna być problemem. Ostatecznie ponownie dołączam do ekipy Jana a naszym celem jest Lutchine. Rzeka co prawda startując z podnóża Eigeru ma trudności w okolicach WW III-IV ale na szczęście na odcinku między mostem przed Gsteigwiler a Interlaken już tylko WW II : ) Wadę ma jedną – jest totalnie uregulowana i na dodatek płynie przez tereny zabudowane, przez co dla mnie średnio fotogeniczna : (

Z Janem i jego ekipą żegnamy się na parkingu przy przystani w Interlaken. Jeżeli dobrze pójdzie to w tym roku może spotkamy się jeszcze raz ; ) Na dziś pozostaje już tylko ustawić na GPSie trasę powrotną przez … Francję – ta część wyjazdu należy do Myszki : )

Kolejna Armada za rok – w Słowenii – na Socy!