


Śniadanie w Austrii, obiad w Niemczech, kolacja … tym razem w Czechach – to mógłby być opis dnia pracy busiarza, ale nie jest, co więcej – uwielbiam tak 🙂 Wracając do OCManie – docieramy na parking już późnym wieczorem a tam pustki.

Tak z kronikarskiego obowiązku ten wpis : ) Pierwsze wrażenia po pierwszej wizycie? Fajny tor, choć faktycznie wymagający. Drugi plus, że woda się toczy cały dzień. Trzeci, że całkiem to blisko dziury w której mieszkam, w każdym razie bliżej niż Wietrznice : )

Chyba po raz czwarty, a może nawet i piąty. Trzeba zacząć przestać liczyć : ) i po prostu tu wracać. Tym razem pierwsze dwa dni pływania to moczenie wioseł wyłącznie z Myszką, która “Psiaka” zamienia na Coverta.

Lower Mastallone … rzeka na tym odcinku po prostu genialna i od teraz kolejna na mojej liście ulubionych. Start mamy chyba jeszcze bardziej deszczowy niż poprzedniego dnia. Ekipa mała bo zaczynamy we czwórkę z Sabriną, Honzą i Paolo.

Mokry start, nieco przygód po drodze i słoneczny finisz w towarzystwie krów to w największym skrócie Sesia z drugiego dnia Armady : ) A dokładniej jego pierwszej części.

Tegoroczna Armada (tym razem w ValSesia) zaczęła się od zamoczenia wioseł nie w Sesii – bo ta lekko poziomem wody deczko zniechęcała, ale w środowym odcinku Mastallone. Rzeka przy zastanym poziomie wody wspaniała, niesie zacnie i daje dużo radochy.

Po tym wyjeździe wychodzi na to, że moczenie wiosła w Kamenice to drugi stały punkt sezonu wodnego (pierwszy to oczywiście Armada). Kto był wie dlaczego warto się tu pojawić, kto nie był zawsze może to wiosną nadrobić : )

Pierwotne plany miały być krajowe, tripperowe i Wiślane ale nie udało się poskładać tego i owego : ( Ostatecznie z inauguracją sezonu wylądowałem na Doubravie.
