Outdoor po Szczepionce. [NO] Molden 📷

OK. To będzie wpis z tych z cyklu: czego nie znajdziesz w przewodnikach. Pierwszy dzwonek: startuje się z poziomu jakichś 5oom – czyli tego podejścia nie ma tak naprawdę dużo. Na parkingu dzwoni kolejny dzwonek: przybytek jest naprawdę duży – dwuczęściowy!

Początek podejścia to ścieżka będąca skrótem między jakimiś szutrowymi drogami którym można wjechać w sumie na 7oo metrów. Od mniej więcej 75o metrów las się kończy i zaczyna lekko wiać. Widoki niby fajne ale to jest bardzo zurbanizowana okolica i gdzie się nie spojrzy tam widać jakieś domki.

W końcu szlak zaczyna przypominać szlak – tyle, że raczej taki jak w Karkonoszach czyli szeroko rozdeptany – kilka razy pojawiają się kamienne schody, kilka razy drewniane kładki. Ludzi też dużo – ale po Ty co widzieliśmy na dole już nie zaskakująco dużo : (

Sam szczyt jest dość nietypowy bo przypomina krater wulkanu w sensie takim, że jego środek jest nieco zapadnięty względem krawędzi. Przysiadamy nieco poniżej kamiennego kopca bo tam mniej wieje. Fiordu z tego miejsca nie widać, ale większości szczytujących to nie przeszkadza. Robią sobie jakieś zdjęcia przy kopcu i wracają. My decydujemy się na małą rundkę dookoła szczytu. Najpierw idziemy w stronę ni to chatki ni to wiatki, która ostatecznie okazuje się być sporą wiatą. No to jak by ktoś chciał przyjść tu z noclegiem na zachód i wschód słońca to ma gotowe miejsce. Choć po prawdzie nieco zatęchłe. Widoki na fiord też ma bo tutaj widać zdecydowanie więcej niż spod kopca.

Kolejna dziwna wiatka na zachód przy jakichś masztach okazuje się być zabudowanym drewnem kontenerem. Obchodzimy ja od fiordu i trochę w tym miejscu schodzimy do krawędzi solidnego urwiska. Myszce się zdecydowanie podoba to co tam widać, a mi się podoba, że jej się podoba : )

Gaupnefjorden ma naprawdę turkusow odcień. Kręcona suwaczkami naprawdę symbolicznie : )

Koniec tej mini pętelki to coś w rodzaju grańki która doprowadza nas do szlaku na szczyt. Powrót tą samą drogą z jednym postojem na popitkę, zdjęcia i widoki.

A takie światło trafiło się w zejściu. Na parkingu jesteśmy po niecałych czterech godzinach i z mieszanymi uczuciami. Dobrze że było to dreptanie niejako przy okazji drogi powrotnej, bo jak by to miało być wyjście zaplanowane z jakimś dojazdem extra w tę okolicę tylko po to by wejść na ten szczyt to chyba miał bym poczucie straconego dnia.

Miarą popularności miejsca niech będzie to, że na północy w ogóle nie widzieliśmy na drogach polskich rejestracji. Tutaj na szlaku minęliśmy dwie polskie ekipy : ) Jak bym miał wskazać jakiś plus Molden to chyba tylko ten, że szczyt jest łatwo osiągalny dla dzieci, więc jest to dobra propozycja na wyjście rodzinne. W innym wypadku może lepiej poszukać czegoś mniej zdeptanego?